Forum Rozwoju Lublina - Kultura na prowincji

Get the Flash Player to see this player.
Flash Image Rotator Module by Joomlashack.
Image 1 Title
Image 2 Title
Image 3 Title
Image 4 Title
Image 5 Title

79128879.48dsgXFp.Nesivos0250Lublin.jpg

Logowanie

Wiadomości RSS

Użytkownicy Online

None
Kultura na prowincji Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Jacek Zalewski   
03.06.2008.


     Dostrzec niedostatki gospodarcze Lublina to dać dowód swojej przenikliwości i słusznego krytycyzmu, dostrzec je w sferze kultury to wykazać się brakiem lokalnego patriotyzmu, bez mała zdradzić swoje miasto. „Kultura w moim mieście stoi na wysokim poziomie” – to dogmat wyznawany przez każdego lokalnego patriotę, gdziekolwiek by mieszkał, któż bowiem będzie na tyle uczciwy żeby w owym przedmiocie swojej chluby dostrzec jakiś niedostatek, kto będzie miał odwagę w ten sposób się umniejszyć? Wszak każdy pragnie żyć w mieście dojrzałym i rozwiniętym pod każdym względem, stąd dogmatyczna obrona wyidealizowanego wizerunku miasta i całkowity brak troski o referencje z rzeczywistością. Niezdolność do krytycznego spojrzenia na kulturę swojego miasta to także efekt fałszywie pojmowanej lojalności wobec kultury, ducha się nie zdradza, a tym bardziej nie krytykuje, nie upadając w społecznie piętnowany grzech „nieprzyzwoitości”.
 
     Sztukę owej lojalności doprowadziliśmy do perfekcji. Jeżeli idzie o teatr alternatywny to żadne inne miasto nie może się z nami równać. To u nas jest najwięcej zdolnej młodzieży z pasją, to u nas wydarzył się Mądzik, to my wreszcie mamy znane nie tylko w Polsce Konfrontacje Teatralne. No tak, mamy też mnóstwo frazesów, które zapewniają nam dobre samopoczucie. Albowiem to właśnie frazes zajął dzisiaj miejsce teatru, nim z konieczności musimy się karmić, tych kilka jesiennych dni w roku i sporadyczne prezentacje nielicznych rodzimych mistrzów to nader mizerna strawa duchowa dla kogoś, komu teatr potrzebny jest na co dzień.
 
     Jeżeli idzie o mnie, to wzruszeń dostarczają mi tylko poruszające do głębi subtelne i mroczne miniatury Sceny Plastycznej KUL i mistrzowskie aktorstwo Teatru Provisorium, który nieoczekiwanie i całkiem zasłużenie awansował do teatralnej ekstraklasy.
 
     Mamy może utalentowanych literatów, których każde nowe dzieło byłoby wydarzeniem dla ducha, prowokacją dla umysłu, które budziłyby wzruszenie albo gniew, sprawiało, że kulturalna przestrzeń miasta nie byłaby już taka jak wprzódy? – Mamy mnóstwo literatów, przede wszystkim tych „dobrze zapowiadających się”, którzy już zapewne do końca życia będą jedynie się „dobrze zapowiadać”, ponieważ rychło wsiąkną w towarzystwo starych wyg, wzajemnie adorujących się i wydających za dotacje swoją mierną poezję i wątpliwej próby prozę.
     Mamy też Bernarda Nowaka, jakiś czas temu całkiem rozsądnie zauważył, że wystarczy zostać zauważonym przez znanego krytyka, żeby posypały się nagrody.

     Nasza lubelska literatura jest prowincjonalna, to znaczy brak jej aspiracji zdobywania artystycznych szczytów, mówiąc krótko, brak jej tupetu żeby zaistnieć i zdać egzamin przed wymagającymi duchami. Materiał porównawczy czerpie ona z tego, co ma najbliżej, zadowala się sukcesem we własnym jeno środowisku, nic więc dziwnego, że największą satysfakcję mają z niej głównie sami autorzy, wyrafinowany czytelnik posiada bowiem daleko bardziej rozwinięte potrzeby duchowe, niż jest je w stanie zaspokoić lokalny rynek. Wprost niepojęte, że prowincjonalność tej literatury nie powstrzymuje nikogo przed pisaniem. Bodaj nie napisać ani słowa, niż skończyć jako lokalny literat!

     Duma mieszkańca prowincjonalnego miasta jest tym większa, im mniej ma do niej powodów. Stąd jego opór, jego agresja z jaką zwalcza wszystkich, którzy dopuścili się grzechu wątpienia, stąd jego zaciekłość w obronie „wartości”. Bo i cóż mu pozostało poza idealnym wizerunkiem, który może miał jakieś uzasadnienie w przeszłości, teraz jednak maskuje pustkę i nie pozwala popaść w przygnębienie? Będzie tedy wynajdywał setki przykładów, pochylał się nad pierwszym z brzegu wierszem lub spektaklem i dowodził jego wartości. Niewykluczone, że będzie miał w tym trochę racji, wszelako tym, czego mu brakuje jest brak perspektywy: nie sztuką jest wziąć lupę i na każdym kroku natykać się na rzecz wartościową, sztuką jest spojrzeć na własną kulturę z wysoka i – pomimo odległości – coś jednak zobaczyć.
     Wartość musi bronić się także w wielkiej skali, inaczej skazani będziemy na zachwyty nad poezją i teatrem licealistów, którzy składając dowody swojej wrażliwości, dopiero poszukują właściwego dla niej wymiaru.

     Ubolewając nad kondycją lubelskiej kultury pamiętajmy, że to miasto nie jest żadnym wyjątkiem. Cóż to jednak za pocieszenie?
     Lublin to miasto prowincjonalne także w sferze kultury i pozostanie takie nadal, dopóki w jednym krótkim tekście jednym tchem będzie można wyliczyć wszystkie jego atuty.

     Nie zapominać o wspaniałej robocie wykonywanej przez Ośrodek Brama Grodzka i Teatr NN. Jest jednak godne uwagi, że najsilniejszy ośrodek kulturalny Lublina nie tworzy kultury lecz zajmuje się głównie przywracaniem pamięci o kulturze innej, już nieistniejącej.
Gdybyśmy mieli jeszcze jeden taki ośrodek, ukierunkowany przynajmniej na teraźniejszość, Lublin nie byłby miastem dla kultury straconym.

     Nie wyobrażam sobie twórcy wchodzącego w układ ze światem, z przeszłością, innymi ludźmi. Tworzyć należy tak jakby się było pierwszym twórcą na świecie, a potem mieć jeszcze siłę przedstawić to innym. I nie przejmować się koniecznością dialogu z historią, w kontekst i tak wpiszą krytycy, bo ostatecznie, to właśnie jest ich zadaniem.
Nie jest to postulat bynajmniej utopijny, nie liczący się z realiami, z ekonomiką. W sztuce człowiek jest ważniejszy od pieniądza a ci którzy nie wyobrażają sobie sztuki bez pieniędzy zapominają że pieniądze ani sztuki nie zastąpią ani jej nie stworzą, a człowiek może zawsze pieniądze po mistrzowsku zmarnować.
 
Jacek Zalewski

Komentarze (0)add comment

Napisz Komentarz

busy
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Copyright 2017 Forum Rozwoju Lublina.