Forum Rozwoju Lublina - Poczucie estetyki na "OFF" - komentarz

Get the Flash Player to see this player.
Flash Image Rotator Module by Joomlashack.
Image 1 Title
Image 2 Title
Image 3 Title
Image 4 Title
Image 5 Title

2llggzk.jpg

Logowanie

Wiadomości RSS

Użytkownicy Online

None
Poczucie estetyki na "OFF" - komentarz Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Redaktor: Daniel Stelmasiewicz   
26.05.2011.


 Krótki autorski komentarz dotyczący ostatnich doniesień z sesji Rady Miasta Lublin na temat poczucia estetyki naszych radnych.

KOMENTARZ

          Nie tak dawno, bo w majowym ZOOMie, pojawił się artykuł przygotowany przez nasze Stowarzyszenie w sprawie reklamy w przestrzeni miasta. Znalazły się w nim również wątki odnoszące się szerzej do problematyki estetyki. Szukaliśmy w nim przyczyn obecnego stanu i proponowaliśmy pewne rozwiązania. Ogólna konkluzja zawierała się w tezie, że bez zmian w prawie i równolegle z nim prowadzonych działań o charakterze edukacyjnych nic nie osiągniemy. Konieczne są kompleksowe rozwiązania w obu tych obszarach. Szkoda, że lektury majowego numeru ZOOMa z naszym artykułem i z innymi niezwykle wartośiowymi tekstami (m.in. wywiadami z B. Urbanowicz - - wrocławskim plastykiem miejskim i M. Rutkiewiczem ze Stowarzyszenia MiastoMojeAwNim) nie mają za sobą lubelscy radni, może wówczas nieco inaczej, nieco szerzej patrzyliby na sprawy estetyki miasta.

          Jak 25 maja, dzień przed sesją Rady Miasta, doniosła Gazeta Wyborcza Lublin z porządku obrad wypadła niezwykle ważna uchwała dotycząca podwyższenia opłat za umieszczanie plakatów wyborczych w obrębie pasów drogowych na terenie Miasta Lublin. Miała ona w drastyczny sposób zwiększyć koszty takich działań dla kandydatów do Parlamentu czy Rady Miasta, a tym samym równie drastycznie mogła ograniczyć ilość tychże plakatów zaśmiecających lubelskie ulice.  Uchwała zyskała aprobatę we wszystkich środowiskach, które choćby incydentalnie zajmują się sprawami przestrzeni publicznych. To, co dzieje się tuż przed wyborami zakrawa bowiem na farsę. Tysiące "głów" wlepiających w nas swoje zatroskane o losy kraju i miasta ślepia z barierek ochronnych, z latarni, ze stylizowanych słupków w Śródmieściu. Patrzą i przekonują nas, że tak właśnie wygląda demokracja. Możemy na nich popatrzeć i wybrać... najładniejszego. Bo oprócz nazwiska kandydata i jego numeru na liście nie dowiemy się z takich plakatów niczego więcej. Tak, to jest prawdziwa demokracja. Gdy więc pojawiła się zdroworozsądkowa propozycja rozwiązania tego absurbu, należało jej tylko przyklasnąć. Radni jednak klasakać nie zamierzali. Jak poinformowała Rzeczniczka Pana Prezydenta - "Radni argumentowali, że ta decyzja uderzy w nich w trakcie kampanii do parlamentu i jest to decyzja polityczna". Sprawa ma wrócić po wyborach. Po okresie, dla którego owa uchwała miała powstać. To trochę tak, jakby Sejm czekał z uchwaleniem ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami do momentu aż te zostaną zniszczone. Wówczas bez ingerowania w czyjekolwiek interesy można by było bez trudu ją wprowadzić. Brawo. Interes radnych ponad interesem publicznym.

          Starałem sobie to jednak jakoś wytłumaczyć. Być może dla lubelskich radnych estetyka miasta wcale nie jest priorytetem. Być może uważają, że jest dobrze tak jak jest i polska przestrzeń publiczna powinna być wzorem dla całego cywilizowanego świata. Ja tego stanu nie akceptuje, ale być może ktoś inny ma  takie odczucia, a ja nie mam prawa mu ich odbierać. Myliłem się. Szybko bowiem okazało się, że poczucie estetyki może mieć niezwykle wybiórczy charakter. Śmiem twierdzić, że lubelscy radni są wręcz władni "wyłączać" swoje poczucie estetyki na czas wyborów. Skąd taka teza? Ponieważ na sesji Rady Miasta z 26 maja niezwykle dotkliwą dla doznań estetycznych rnaszych radnych stała się sprawa niekoszonych trawników. Radni zauważyli, że stan zieleni w ich mieście woła o pomstę do nieba. Trawniki - o ile tak można nazwać pewne przestrzenie przeznaczone na zieleń w reprezentacyjnych częściach Lublina - niedość, że niekoszone to dodatkowo są niejednokrotnie zniszczone i rozjeżdżone przez samochody. Tutaj radni nawoływali do aktywnych działań wytykając nierzetelność przedsiębiorcom odpowiedzialnym za tą sferę naszej współnej przestrzeni. Brawo radni!

          Mimo - wydawałoby się - happy endu w tej krótkiej historii (radnym zależy na estetyce miasta) to jednak mnie przeszywa strach. A to dlatego, że nie mam bladego pojęcia, kiedy następnym razem radni "włączą" poczucie estetyki, a kiedy ustawią je "w stan czuwania". Oby na sesji, na której przyjdzie głosować nad miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego lub też nad strefą płatnego parkowania pokrętło ustawione było na "ON". Za to wszyscy trzymajmy kciuki!

                                                                                                                                                                                     DS

 




Komentarze (1)add comment

s said:

0
Przykre ale prawdziwe..
Witam!

Prawdę powiedziawszy nie dziwi mnie postawa naszych władz. Jest to przykre, zważywszy na fakt, iż właśnie politykom powinno najbardziej zależeć na korzystnym wizerunku miejskiej przestrzeni. Obawiam się, że ciężko będzie przekonać radnych do zmiany ich postawy, skoro niektórzy z nich do tej pory (!) nie zreflektowali się, żeby posprzątać po ostatnich wyborach. Tak, tak - można jeszcze znaleźć w mieście plakaty z "głowami", wiszące od ładnych paru miesięcy..

Zajmuję się architekturą krajobrazu, interesuję się estetyką miast i mógłbym mówić o niej godzinami. Pozwolę sobie poruszyć na szybko kilka kwestii związanych z szeroko pojętym wyglądem otoczenia.

Lublin kandyduje do miana Europejskiej Stolicy Kultury. Z roku na rok pojawia się coraz więcej imprez związanych ze staraniami o zdobycie tego tytułu. Moim zdaniem kultura miasta nie powinna być jednak wąskim pojęciem, związanym tylko z wydarzeniami. Kultura miasta to także jego wygląd, estetyka otoczenia - w myśl zasady "jak nas widzą, tak nas piszą".

O pomstę do nieba woła ilość reklam w Lublinie. Jakiś czas temu na przeprowadziłem inwentaryzację szyldów, billboardów, tablic, flag i innych form reklamy, znajdujących się na niewielkim fragmencie miasta. Było ich prawie 1100 i ośmielę się stwierdzić, że w dniu dzisiejszym, miesiąc po badaniu liczba ta została już przekroczona.. Niektórzy inwestorzy mają po 20 reklam. To jest chore i nigdy nie osiągniemy harmonii w przestrzeni miejskiej, jeśli taka samowolka nie zostanie ukrócona.

W styczniu 2010 zostały ogłoszone wyniki konkursu na lubelski witacz (swoją drogą o konkursie mało kto słyszał, nadesłano 4 zgłoszenia..). Pomysł żeby miasto miało identyfikator wizualny witający gości jest całkiem fajny. Chyba trochę gorzej będzie z realizacją.. Ilość reklam przy drogach głównych prowadzących do Lublina jest w pewnym sensie proporcjonalna w stosunku do odległości od miasta - drogi ubywa, a reklamy gęstnieją z każdym kilometrem. Zastanawiam się jak sprawdzi się taki witacz, upchnięty gdzieś na poboczu między billboardami z bielizną i piwem, nad którym dodatkowo będzie górowała reklama któregoś z lubelskich supermarketów, oferującego udko z kurczaka za 4.99..

Następną ciekawą kwestią jest zieleń miejska.

Radni w końcu zwrócili uwagę na „trawniki”, które w jednych miejscach zaczynały przypominać pastwiska, w innych zaś murawy kserotermiczne. Trochę szkoda, bo zaprzepaścili szansę na przeprowadzenie ciekawego wydarzenia pod szyldem ESK – "Lubelskich Sianokosów". Oczami wyobraźni widzę kosiarzy na ul. Głębokiej, koszących na wyścigi pas zieleni między jezdniami, następnie układających kopki siana, będące nawiązaniem do rolniczych tradycji naszego regionu..
Ale wróćmy do rzeczywistości – zieleń i tereny „rekreacyjne” w Lublinie są niestety niewypałem. Posłużę się kilkoma przykładami - „drzewa ozdobne” na deptaku – marność nad marnościami, źle przycięte, łysiejące, krzywe albo martwe. Kolejna nieudana próba to „ozdobne” nasadzenia wzdłuż al. Racławickich. Zarówno dobór roślinności jak i sposób wykonania pozostawiają sporo do życzenia. Uważam, że są to pieniądze wywalone w błoto, bo za jakiś czas nic z tego nie zostanie. Połączenie zieleni i terenu rekreacji – park Saski. Wciąż nie może doczekać się uporządkowania, a jakby tego było mało jest dodatkowo dewastowany. Mam na myśli "betonowy zbiornik" od strony ulicy Leszczyńskiego, który ciężko nazwać udaną inwestycją.. Niedawno zjeżyła mi włosy nowa inwestycja w wąwozie przy ulicy Bursztynowej. Amfiteatr z kostki brukowej, chińskie bramy i mostki, a na środku paskudna altana na wybetonowanym placu. Przepraszam za szczerość, ale mówię co myślę – teren z dużym potencjałem został niesamowicie oszpecony. Na deser zostają fontanny na Placu Balickiego (Narutowicza/Okopowa) i na Palcu Wolności. Jakiś pomysł był, ławeczki stanęły, ale czegoś tam zabrakło (a dokładniej – zieleni osłaniającej te miejsca od strony jezdni) i z tych przestrzeni mających całkiem fajny potencjał korzystają jedynie gołębie.

Jest jeszcze wiele kwestii, które można by poruszyć – bloki, których barwy wywołują we mnie większe przerażenie niż rytualne tatuaże na twarzach afrykańskich wojowników; brak koszy na śmieci, które w XXI w. wydawałyby się standardem, zwłaszcza w centrum miasta itd.

Jak to zmienić? Trudne pytanie.. Wiadomo, że wszystkiego się nie da. Nie mniej jednak warto próbować. Moim zdaniem proces przekształcania Lublina w estetyczne miasto należałoby zacząć od przekonania mieszkańców, że źle się dzieje, bo to w nich tkwi siła mogąca zmusić władze do bardziej racjonalnych działań.
 
czerwiec 07, 2011
Votes: +0

Napisz Komentarz

busy
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Copyright 2017 Forum Rozwoju Lublina.