Czy Lublin jest rzeczywiście miastem studenckim? Co możemy zrobić aby nie stracić atutu akademickości? Jak przyciągnąć studenta do Lublina? Te i inne pytania postawiono podczas akcji Gazety Wyborczej "Przynęta na studenta", podczas której nie moglo zabraknąć głosu FRL.
Tygodnik "Wprost" (nr 43/2009) poruszył sprawę tzw. "Miast-Uniwersytetów", to znaczy miejsc, w których życie wyznacza kalendarz akademicki. Wśród wymienionych miast, obok Ratyzbony, Heidelbergu i estońskiego Tartu, przedstawiony został także Lublin. Autorzy tekstu wskazywali na Kozi Gród jako na miasto, w którym co 3 osoba jest studentem a stopień oddziaływania żaków na codzienność tego miejsca i atmosfere jest niespotykany nigdzie indziej. Razem z pojawieniem się w/w artykułu zbiegła się ogólnopolska akcja Gazety Wyborczej poruszająca kwestię szkolnictwa wyższego w Polsce. W Lublinie przybrała ona formę debaty publicznej wobec postawionego przez dziennikarzy pytania: "Co zrobić aby przyciągnąć studentów do Lublina?". W lubelskim dodatku GW pojawiło się szereg tekstów poruszających różnorakie aspekty studiowania. Zwracano uwagę na poziom tutejszych uczelni, zastanawiano się nad warunkami życia w Lublinie, analizowano jaki jest ten lubelski student. Artykuły Gazety Wyborczej: W dyskusji tej nie mogło zabraknąć głosu Forum Rozwoju Lublina. Oto treść listu autorstwa Daniela Stelmasiewicza adresowanego do redakcji GW Lublin.
Piszę do Państwa, ponieważ chciałbym skomentować - rozpoczęta przez Gazetę Wyborczą Lublin - akcję nt. studiowania w Lublinie. Już na początku zacznę od zganienia Państwa za przyjętą formę. Po raz kolejny pojawia się dyskusja, do której chce się wciągnąć osoby zupełnie niezainteresowane tematem. Błędne jest Państwa założenie, iż każdy student dogłębnie analizuje sytuację życiową, w której się znalazł, że każdy student myśli perspektywicznie i potrafi trafnie ocenić realia, w których przyszło mu się odnaleźć. Smutne to, ale prawda jest taka, że większość z nas, studentów (jestem studentem IV roku prawa UMCS) nie potrafi obiektywnie spojrzeć na obraną przez siebie drogę, nie potrafi stwierdzić, na ile będzie ona dla niego właściwa. Większość woli uznać podjętą decyzję za słuszną i nieodwaracalną - czekając na rozwój wypadków. Ciężko będzie odnaleźć Państwu wśród zbieranych opinii takie, które KONSTRUKTYWNIE chwailiłyby obowiązujący w Lublinie system studiowania, lub też równie wieloaspektowo wytykałyby popełniane błędy. I tutaj można wskazać na drugi minus rozpoczętej debaty. Po raz enty dotykamy spraw, które są powszechnie znane - wręcz oczywiste - a my staramy się uczynić z nich odkrywczą prawdę. Nie jest niczym nowym wiadomość, iż w Lublinie studiuje się tanio, przyjemnie i na przyzwoity poziomie, natomiast dostępny tutaj rynek pracy jest niewspółmierny do potrzeb. W tej kwestii nie zmiania się nic od lat. Próbujmy diagnozować przyczyny a nie po raz kolejny wskazywać na objawy choroby, które męczą nas od dawna. Czytając opinie studentów publikowane na łamach Państwa gazety czy też znając je z własnych studenckich doświadczeń muszę stwierdzić, iż jestem zaniepokojony prezentowanymi postawami. Wskazują one wyraźnie, że problem, o którym rozmawiamy nie tkwi jedynie w systemie studiów proponowanym przez lubelskie uczelnie, w warunkach oferowanych przez nasze miasto (jestem rodowitym lublinianinem) czy perspektywach dla młodych absolwentów. Problem dotyka także samych studiujących i ich postaw. Mentalność jaką krzewimy z niesamowitą pieczołowitością - nasi rodzice, wykładowcy, władze miasta i lubelskie media - przekształciła dewizę Lublina, czyli "Fidelitatem et Constantiam" (Wierność i stałość) w złotą sentencję: "niedasię". Zapominamy, że to my tworzymy to miasto, jego plusy i minusy a nie mityczny "ktoś" lub równie mityczni "Oni". W czym się to wyraża? Diagnoza: niewspółmierny do potrzeb rynek pracy. Wniosek: to złe. Rozwiązanie: od lat nieoznalezione. Przypomnijmy sobie liczby, które tak chętnie Państwo podajecie, a które Czytelnicy z entuzjazmem czytają. Lublin wg danych GUS z 2008 r. liczy 350 tys. mieszkańców. Wielu dolicza do tego okoliczne miejscowości, miasto Świdnik i naturalnie przybyłych studentów. Wg różnorodnych danych w Kozim Grodzie studiuje ok. 80 tys studentów. Zestawienie tych dwóch liczb może robić wrażenie. I robi. Dlatego też Lublin tak lubi być nazywany miastem studenckim. Zastanówmy się jednak czy możliwe jest coroczne "wchłanianie" przez tutejszy rynek pracy wszystkich "produkowanych" absolwentów? Warto zapytać o to ekonomistów. Być może błędem jest założenie, które wyznacza sobie taki cel. Być może ten plan z góry skazany jest na niepowodzenie. Może powinniśmy raczej walczyć o to, aby NAJLEPSI pozostali a niekoniecznie wszyscy. Z tego powodu bardzo podobały mi się wypowiedzi studentów podkreślające jeden bardzo istotny fakt. Czy miasto moich studiów musi być miastem mojej pracy, mojej przyszłej kariery, mojego dalszego życia? Czy studiowanie w Lublinie przekreśla szansę na znalezienie pracy w Warszawie (co na to członkowie Stowarzyszenia Warszawiacy z lubelskim rodowodem?), Olsztynie, Kielcach czy za granicą? Czy absolwenci uniwersytetów w Oxfordzie czy Padwie zostają tam po studiach? Lublin jest miastem studenckim. Daje młodym ludziom z całej Polski szansę - poznania wspaniałych ludzi, dotknięcia niesamowitego dziedzictwa tego miejsca, zdobycia umiejętności i wiedzy, spotkania z różnorodną kulturą. Nie daje im jednak wszystkiego. Nie podstawia na tacy przekonania, że się da. Te oferuje Kraków czy Wrocław. U nas tej cechy trzeba się nauczyć. Dlaczego w Państwa badaniach studenci KULu pozytywniej oceniają poziom oferowanych studiów? Czy rzeczywiście jest on zasadniczo odmienny od tego na innych lubelskich uczelniach? A może chodzi o przekonanie, że studiuję na dobrej, renomowanej uczelni, na której SIĘ DA? Gdy czytam, że lubelskie uczelnie nie oferują wystarczającej liczby wyjazdów zagranicznych czy o trudnościach z aktywnością w organizacjach studenckich czy społecznych to ogrania mnie przerażenie. Boję się po prostu o przyszłość młodych ludzi, którzy nie potrafią zadbać o swoje potrzeby w tak elementarnych sprawach. Gdy widzę znajomych działających w jednym z najprężniejszych w Polsce oddziałów AEGEE, gdy słyszę o akcjach lubelskiej "ELSY" (Stowarzyszenie Studentów Prawa), jadę na Forum Ekonomiczne w Krynicy ze studentami stosunków międzynarodowych czy widzę zaangażowanie młodych ludzi skupionych wkoło Teatru NN czy forum architektoniczno-urbanistycznego SKYSCRAPERCITY.com to zastanawiam się czy oni żyją na innej planecie? A co z Planetą Lublin? Drodzy Państwo, przykro mi to powiedzieć, ale na nic zdadzą się Wasze akcję (z których wiele bardzo mi się podoba i jestem pełen uznania) dopóki nie uda nam się zmienić samych siebie. Jeżeli lublinianie nie zmienią sposobu myślenia o samych sobie i swoim mieście to system za nich tego nie zrobi. Nie zrobią tego za nich te tysiące studentów corocznie zjeżdżających do miasta. Oni wchłoną w tą mentalność jak w gąbkę i wyjadą z poczuciem wiecznego niedosytu. Jeżeli chcecie Państwo wiedzieć czego brakuje lubelskim uczelniom, czego brakuje lubelskim studentom, czego brakuje temu miasto - to właśnie tego - wiary w sukces, wiary w siebie, pragnienia... ba! żądzy zmian. Z wyrazam szacunku, Daniel Stelmasiewicz IV rok prawa UMCS Stowarzyszenie Forum Rozwoju Lublina
Całą dyskusję zakończyła debata, która odbyła się na Wydziale Politologii UMCS, 26 października o godz.17. Udział w niej wzięli:  - Prowadzący prof. Grzegorz Janusz, dziekan Wydziału Politologii UMCS - Prof. Kazimierz Głowniak, prorektor ds. współpracy z zagranicą i szkolenia podyplomowego, Uniwersytet Medyczny - Prof. Wojciech Załuska, prodziekan ds. oddziału anglojęzycznego na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Medycznego - Prof. Jan Pomorski, Zakład Metodologii Historii UMCS - Prof. Grzegorz Gładyszewski, prodziekan ds. nauki wydziału podstaw techniki PL - Prof. Lena Kolarska - Bobińska, lubelska posłanka do Parlamentu Europejskiego z listy PO - Dr Paweł Frelik, Zakład Literatury i Kultury Amerykańskiej UMCS - Piotr Brożek, student historii UMCS, Ośrodek "Brama Grodzka" Teatr NN - Daniel Stelmasiewicz, student prawa UMCS, Forum Rozwoju Lublina. Na sali obecny był także przedstawiciel miasta - Pan Wiceprezydent Krzysztof Żuk. Na szeroko postawione przed panielistami pytanie: "Co zrobić aby przyciągnąć studentów do Lublina?" każdy z zaproszonych gości starał się odpowiedzieć w nieco inny sposób, zwracając uwagę na różne elementy składające się na całość pojęcia: "studiowanie". Przedstawiciele Uniwersytetu Medycznego podkreślali jak ważne jest stworzenie warunków do studiowania i bycie konkurencyjnym na "rynku szkolnictwa wyższego". Przytaczali liczby mające świadczyć o ciągłym wzroście poziomu kształcenia a także o coraz większym zainteresowaniu lubelskią uczelnią ze strony słuchaczy zagranicznych i polskich. O prawdziwości tych stwierdzeń rzeczywiście świadczyć może, lepsza z roku na rok, pozycja lubelskiego UM w licznych rankingach tworzonych przez różne instytucje i redakcje. Studenci obecni na sali poddali jednak pod wątpliwość motywację przyjeżdzających do Koziego Grodu przyszłych lekarzy, wskazując jednoznacznie na aspekty finansowy. Prof. G.Gładyszewski z Politechniki Lubelskiej porównywał Lublin do innych ośrodków akademickich na zachodzie Europy, życząc sobie aby nasze miasto stało się dla studentów przyjaznym miejscem zdobywania wiedzy i umiejętności, które w przyszłości będą mogli wykorzystać na całym świecie, niekoniecznie na lubelskim podwórku. Natomiast Prof. Jan Pomorski z UMCSu podkreślał znaczenie praktycznego wykorzystania wiedzy. Jego zdaniem oderwanie studiów i podejmowanych w ich ramach działań od ekonomicznej rzeczywistości szkodzi zarówno studentom, jak i miastu, które nie ma bezpośrednich korzyści z kapitału intelektualnego skupionego wkoło uczelni. Proponował współpracę na linii miasto - uczelnie. Prowadzący całą dyskusję dziekan Wydziału Politologii - Prof. G.Janusz skupiał się na roli studentów w procesie reformy szkolnictwa wyższego. Nawoływał do jeszcze większej aktywności z ich strony i do wzięcia spraw w swoje ręce. Obecny na sali Pan Wiceprezydent Krzysztof Żuk odniósł się pozytywnie do propozycji Prof. Pomorskiego - rozwoju współpracy miasta z wyższymi uczelniami. Nie padły jednak żadne konkrety, bo paść nie mogły. Debata mająca bardzo szeroki temat rozmyła się, nie pozostawiając po sobie żadnych rozwiązań. Jedynym aspektem, który mógł z niej wyniknąć była deklaracja współpracy na rzecz poprawy akademickiego Lublina. Jednak i tego trudno się doszukiwać. Na zdecydowane odcięcie się władz uczelni od spraw miasta i przerzucenie na nie części odpowiedzialności w tym zakresie obecny na debacie przedstawiciel Forum Rozwoju Lublina wyraził sprzeciw. Podkreślał, że na problem należy patrzeć wieloaspektowo i wielopodmiotowo. Miasto - Uniwersytet, jakim mieni się Lublin, to system naczyń połączonych, gdzie każdy element musi współgrać z innymi. Dlatego tak istotne jest lobby ze strony władz wyższych uczelni w Urzędzie Miasta, mające na celu forsowanie korzystnych dla studentów i braci akademickiej zmian. Dlatego tak ważna jest aktywność studentów w działaniach społecznych w mieście i na uczelniach - aby walczyli oni o rozwiązanie dręczących ich problemów. Dlatego Miasto Lublin powinno przekonywać do siebie potencjał intelektualny, który w nim drzemie. Jako przedstawiciele Stowarzyszenia Forum Rozwoju Lublina cieszymy się, że taka debata miała miejsce. To znak, że jest chęć rozmowy o zmianach, a to pierwszy etap każdej reformy. Jednak potrzebne są konkretne działania potwierdzające początkową tezę tego artykułu - że Lublin to Miasto - Uniwersytet, miasto, które daje studentom możliwość zdobycia wiedzy i umiejętności, czerpania z pokładów kulturalnych tego miejsca, ale jednocześnie, które wykorzystuje skumulowaną tutaj energię. Liczymy na przejście z poziomu dysputy na etap działania. Mamy nadzieję, że deklaracje, które padły z ust przedstawicieli szkół wyższych, jak i chęć władz miasta do współpracy nie pozostaną pustymi hasłami. DS
|